środa, 9 listopada 2016

CHINKALI- PIEROŻKI GRUZIŃSKIE



Chinkali to jedna z najbardziej znanych potraw gruzińskich. Podobno przygotowaniem farszu i ciasta zajmują się mężczyźni, a kobiety lepią i gotują. U mnie by to nie zdało egzaminu, bo ja lubię być panią swojej kuchni, a pan  zagląda do garnków i próbuje. Jest świetnym degustatorem , moim krytykiem kulinarnym i taki podział ról w moim domu doskonale zdaje egzamin.
W farszu moich chinkali zamiast jagnięciny jest wołowina. Pogoda jeszcze sprzyja, to i  baranki brykają  po łące. 
Przepisy na takie pierożki spisałam  kiedyś  z różnych dostępnych w sieci, książki kulinarnej,  ale pozmieniałam proporcje i dostosowałam  pod mój smak. 
Sposób lepienia tych pierożków jest o tyle charakterystyczny, że robi się tzw. szczypanki czy zakładki i na górze  zlepia  się razem tworząc  dzióbek. 
Chinkali je się trzymając je w dłoniach. Odgryzamy mały dzióbek i wysysamy rosołek, a potem zjadamy resztę. Do tych pierożków podaję czysty czerwony barszcz, po prostu tak lubimy.  Słyszałam, że Gruzini dobrze całują, bo mają wprawę w tych dzióbkach- he, he. Pierożki są palce lizać, dosłownie i w przenośni. 




CIASTO  : na ok. 46 sztuk

  • 750 g mąki wrocławskiej + do podsypania
  • 1 i 3/4 szklanki wrzącej wody ( szklanka o poj. 250 ml )
  • 1,5 płaskiej łyżeczki soli
  • Sól rozpuścić w gorącej wodzie. Zaparzyć mąkę, przemieszać łyżką i wyrobić gładkie, dość miękkie ciasto.
  • Ciasto włożyć do zamykanego pojemnika i odstawić na bok. W międzyczasie przygotować farsz.
FARSZ :

  • 300 g wołowiny
  • 300 g tłuściejszej wieprzowiny ( może być z łopatki lub szynki z tłuszczykiem )
  • 3 średnie cebule + 2 łyżki oleju
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 3/4 szklanki bulionu, rosołu - w ostateczności  wody
  • sól i pieprz
  • 2 łyżeczki świeżo mielonych ziarenek kolendry
  • 2 kopiaste łyżki świeżej posiekanej kolendry ( ewentualnie natki pietruszki zwiększając ilość mielonej do 3 łyżeczek )- zdecydowanie powinna być świeża kolendra
  • Cebulę pokroić w kosteczkę i zeszklić na oleju do momentu odparowania soku- nie rumienić. 
  • Do zmielonych mięs dodać trochę przestudzoną cebulę, czosnek przetarty przez praskę, kolendrę mieloną i świeżą i całość krótko wyrobić.
  • Dolewać do masy mięsnej rosół i wyrabiać dłonią doprawiając solą i dość sporą ilością pieprzu. Masa mięsna winna być dość rzadka, ale nie podchodząca rosołem.


WYKONANIE :

  • Ciasto podzielić sobie na 2- 3 części i wałkować podsypując mąką ( jest wilgotne ) na grubość jak do pierogów. Wykrawać koła o średnicy ok 12- 13 cm . 
  • Nakładać na środek mocno kopiastą łyżeczkę farszu . Zlepiać robiąc najpierw w około zakładki ( jak w spódnicy plisowanej) - wychodzi ich około 12 . Po uformowaniu zakładek całość zlepiamy razem na górze, skręcamy i zostawiamy tzw. dzióbek na górze.
  • W dużym rondlu zagotować wodę z solą i kłaść partiami na wrzątek. Gotować od wypłynięcia ok. 7 minut. Ugotowane wyjąć, leciutko skropić olejem , posypać pieprzem i posiekaną kolendrą lub natką pietruszki.

9 komentarzy:

  1. Jessu, już niemal 12-ta, ale jakby mi kto podał takie pierożki to NA PEWNO bym zeżarła na pniu i pocałowała w sam dziubek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he, he, no ja o 12.00 wieczorem jakbym zjadła, to nocka z głowy- pozdrawiam Marzyniu :)

      Usuń
  2. Renata Kozłowska10 listopada 2016 17:19

    Wyglądają tak apetycznie...a te "pliski" idealnie jak od linijki. Muszę je zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakoś wyszło mi Reniu - pozdrawiam i bardzo dziekuję :)

      Usuń
  3. Witam bardzo, bardzo serdzecznie!
    Jetus, jak sie stesknilam za Danuta, tak dawno nic tu nie pisalam! Ale... nigdzie nie zginelam, blog odwiedzam czesto i gotuje takze. Po prostu teraz mniej czasu na internet, zycie nas goni, ale to nie znaczy, ze opuscilam odwiedzanie blogu. ;)
    Czytalam "plotki", ze Danuta myslala o zamknieciu bloga?! :O No nie kochana Pani Danutu, serdce moze sie rozerwac! Przeciez to jest "nasza" ciepla, jasna, przytulna kuchnia, za ktora zawsze sie teskni, zawsze chce sie odwiedzic, taka jak u mamy! :* Jesli dobrze zrozumialam, to blog zostanie, tylko Danuta bedziej tutaj rzadziej pisala, no to ok, przeciesz wszystko jest dobrze! Kazdy z nas ma wlasne zycie i kazdy to rozumie. Nic na sile! :) Tutaj jest tyle przepisow, tyle pomyslow, tylko zeby oho ho czasu nam starczyloby wszystko wyprobowac!
    A teraz na temat:
    juz dzisiaj te chinkali byly (sorry, czy poprawnie byli?) u nas na obiad! To po prostu bylo (przepraszam) "obrzarcie", ha, ha, ha! Taka pycha! Robilam je po raz pierwszy, ale to tak udanie, taka dobra potrawa, a maz tez tylko chwalil i chwalil, jak to jest (bylo) smacznie! Podalam z topionym maselkiem i lyzeczka kwasnej smietany. Wiec bardzo, bardzo serdecznie dziekuje za kolejny superowy przepis!
    Wczoraj pozno wieczorem zobaczylam ten przepis, a w lodowce mialam mielone mieso na dzis, wiec wiedzialam co bedzie dzis na obiad. Mam pytanie: ile czasu zagniecione ciasto musi lezec. Mysle, ze ja troche za dlugo potrzymalam, albo ciut za duzo maki dalam (choc gram w gram trzymalam sie przepisu). Od poczatku bylo mniej wiecej ok, ale juz pod koniec ciasto zupelnie ostyglo i bylo bardzo ciezko walkowac. To przed walkowaniem ostatki na kilka minut wlozylam do mikrofalowki - bylo lepiej i ciasto lzej walkowalo sie. Ale nie patrzac na to, chinkali byly baaardzo smaczne!
    Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "...ostatki na kilka minut wlozylam do mikrofalowki..."; oj, na kilka sekund. :)

      Usuń
    2. Witam Reniu. Nic się nie stało, domyślam się, że do mnie zaglądasz, bo tacy ludzie jak Ty po prostu są i ja Ci za to bardzo dziękuję. Reniu co do ciasta- najlepiej je włożyć do woreczka foliowego, ono zrobi się wilgotne ( nawet lekko mokre ) i będzie miękkie. Potem odkrajasz po kawałku ( ja robię to na 3 razy ) , podsypujesz ciut mąką i wtedy się dobrze wałkuje- najlepiej jak jest jeszcze ciut ciepłe. Jak masz problem, to zrób sobie najpierw farsz, a potem ciasto. Reniu kochana , błagam Ciebie , korzystaj z mikrofalówki jak najrzadziej, ja jej nie posiadam i nie chcę mieć. Nasz organizm nie rozpoznaje potraw podgrzewanych w mikrofalówce i długofalowo szkodzimy sobie. Bardzo Ci dziękuję i serdecznie Cebie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. apetycznie wyglądają, nigdy nie robiłam ale dużo słyszałam i oglądałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może kiedyś Cię weźmie smak na nie , warto, bo są przepyszne :) wszystko przed Tobą Ewuniu :)

      Usuń

UWAGA :
Ponieważ ostatnio pojawiła się duża ilość spamu zostałam zmuszona do włączenia moderowania komentarzy, które staram się w miarę szybko publikować . Dziękuję.